czwartek, 20 kwietnia 2017

Seria "Odpowiedzi". Kurkuma - czy rzeczywiście ma tak niezwykłe działanie?

Kochani czytelnicy, dzisiaj post z zapoczątkowanej jakiś czas temu serii "Odpowiedzi". Dotyczy on kurkumy, która staje się bardzo popularna. Czytacie i słyszycie, że może zapobiegać nowotworom, a nawet je leczyć, jest prostym i bezpiecznym środkiem ale ważne jak zostanie przygotowana itp. Czytacie, słyszycie i pytacie :) I tu, podobnie jak w przypadku wielu innych sławnych substancji, diabeł tkwi w szczegółach.

Jak to więc jest z tą kurkumą?

Kurkuma, nazywana też ostryżem długim czy szafranem indyjskim swoją sławę zawdzięcza kłączowatemu korzeniowi, który zawiera substancje nazywane kurkuminoidami. Wśród kurkuminoidów najbardziej znana i pożądana ze względy na swoje działanie jest kurkumina. W Indiach zjada się dziennie średnio 2-3 g korzenia kurkumy pod różną postacią. Pierwsze doniesienia naukowe dotyczące dobroczynnego działania kurkumy pochodzą sprzed ponad 100 lat. Do lat 90 ubiegłego wieku w bazie danych publikacji naukowych dotyczących kurkumy i kurkuminy pojawiło się mniej niż 100. Jednak w ciągu ostatnich 20 lat badania dotyczące kurkuminy rozkwitły tak, że obecnie mamy dostępnych ponad 10 tysięcy publikacji naukowych na ten temat. Sporo już wiemy o kurkuminie.


Co dokładnie?

 
Wiadomo, że kurkumina zapobiega i wycisza wiele schorzeń o podłożu zapalnym (lista jest długa - schemat poniżej), a jej przeciwzapalne działanie związane jest wpływem na tzw. jądrowy czynnik kappa-b (NF-kB), określany jako "główny włącznik stanu zapalnego" (ang. inflammatory master switch). NF-kB stymulowany jest przez stres, patogeny, substancje uczulające i inne czynniki prozapalne. Kurkumina moduluje również działanie innych substancji biorących udział w powstaniu stanu zapalnego takich, jak enzymy, czynniki wzrostu, interleukiny i cytokiny.
Prawda, że wygląda to zachęcająco?

 

Tu jednak zaczynają się "schody".

Kurkumina charakteryzuje się niestety słabą rozpuszczalnością w wodzie i w bardzo niewielkim stopniu jest wchłaniana z układu pokarmowego. Na dodatek większość wchłoniętej kurkuminy jest wydalana przez nerki zanim dotrze tam, gdzie chcielibyśmy żeby dotarła, do toczącego się stanu zapalnego. Niska biodostępność kurkuminy to nie jedyny problem. Jeśli już kurkumina dostanie się do naszego krwiobiegu jest metabolizowana przez wątrobę. Zmetabolizowana kurkumina (w postaci glukuronidów tetrahydrokurkuminy - THC, oraz heksahydrokurkuminy HHC) jest znacznie mniej aktywna niż. tzw. wolna kurkumina (niezmetabolizowana).

Prowadzonych jest więc szereg badań nad tym jak zwiększyć biodostępność wolnej kurkuminy na tyle, by osiągnąć jej poziom terapeutyczny.

Jednym ze sposobów zwiększenie biodostępności kurkuminy, a dokładniej uniknięcia jej metabolizowania przez wątrobę, jest połączenie jej z piperyną. Piperyna (substancja obecna w czarnym pieprzu) spowalnia proces glukuronidacji, mający miejsce przy metabolizowaniu kurkuminy. Podanie 20 mg piperyny razem z 2 g kurkuminy skutkuje zwiększeniem biodostępności kurkuminy nawet o 2000%.
To wygląda naprawdę dobrze, prawda?

Tu jednak nasze "schody" stają się bardziej kręte...

Okazuje się, że zahamowanie glukuronidacji wprawdzie przynosi korzyści w postaci zwiększenia biodostępności kurkuminy, ale uderza w nasz organizm w innym miejscu. Glukuronidacja to bardzo ważny proces w naszym organizmie. Jest główną drogą dezaktywowania i wydalania toksyn z organizmu, zarówno tych, które powstają w naszym organizmie w trakcie jego normalnego funkcjonowania i muszą być usunięte, jak i tych podanych z zewnątrz np. leków, związków rakotwórczych, zanieczyszczeń środowiska i środków chemicznych z żywności. Innymi słowy stosując kurkuminę z piperyną z jednej strony dostarczamy sobie aktywnej substancji przeciwzapalnej, a z drugiej strony akumulujemy w organizmie to, co wywołuje stany zapalne i zatruwa organizm.
I tego producenci i sprzedający preparaty z kurkumą i piperyną już nie mówią, prawda?

Badania poszły więc dalej...

A dzięki nim opracowano formuły zawierające kurkumę zapewniające jej wysoką biodostępność ale bez wpływu na glukuronidację, z których w badaniach klinicznych najlepiej wypadają Meriva i Longvida.
Meriva to tzw. kompleks fitosomalny. Mieszanina kurkuminoidów (w tym kurkumy) jest w nim zapakowana w strukturę nazywaną fisosomem, której otoczka składa się z fosfolipidów i mikrokrystaliczne celulozy. Fitosom może łatwo przechodzić przez błony komórkowe, dzięki temu kompleks fitosomalny powoduje zwiększenie wchłaniania kurkuminy w układzie pokarmowym. Jednakże badania pokazują, że Meriva głównie podnosi w krwi poziom pozostałych kurkumioidów, nie samej kurkuminy.
W Longvidzie kurkumina zapakowana jest w tzw. stałą cząsteczkę tłuszczową (SLCP) otoczoną wyłącznie kwasami tłuszczowymi i fosfolipidami. Oprócz łatwego wchłaniania Longvida cechuje się wysoką odpornością na temperaturę i pH, dzięki czemu nienaruszona przechodzi przez żołądek i jest wchłaniana do krwiobiegu, a następnie dociera do docelowej tkanki. Suplementacja Longvidą skutkuje zwiększeniem poziomu pożądanej kurkuminy w krwi. Ponadto, utrzymuje się on dłużej naszym organizmie, co jest nie bez znaczenia w kwestii efektywności.

Badania z użyciem placebo pokazały, że formuła zastosowana w Longvidzie obniża poziom NF-kB i kinazy kreatyniny (CK), beta-amyloidu (czynnik ryzyka choroby Alzeihmer'a), sICAM (bierze udział w powstawaniu miażdżycy), wolnych rodników i innych. Jako jedna z niewielu substancji Longvida przechodzi barierę krew-mózg, dzięki czemu działa również w centralnym układzie nerwowym. Badania, w których porównuje się skuteczność kurkuminy podanej w różnych formach zdecydowanie wskazują, że SLCP jest najskuteczniejsza.

Opublikowano również szereg badań pokazujących korzystną synergię (współdziałanie) pomiędzy kurkuminą i moimi ulubionymi kwasami omega-3. Przyznam, że mimo takiej sławy kurkuminy podchodziłam z rezerwą do pojawiających się w internecie przepisów na tzw. złote mleko, czy pastę z kurkumy i pieprzu. Obecnie regularnie zażywam oprócz Vegepy z EPA i GLA również kurkuminę w postaci Longvidy. I jak widać poniżej nie opieram się na "wierze"... ;)
 

Literatura:
- Cox KH, Pipingas A, Scholey AB. Investigation of the effects of solid lipid curcumin on cognition and mood in a healthy older population. J Psychopharmacol. 2015 May;29(5):642-51.
- Cuomo J, Appendino G, Dern AS, Schneider E, McKinnon TP, Brown MJ, Togni S, Dixon BM. Comparative absorption of a standardized curcuminoid mixture and its lecithin formulation. J Nat Prod. 2011 Apr 25;74(4):664-9. doi: 10.1021/np1007262.
- DiSilvestro RA, Joseph E, Zhao S, Bomser J. Diverse effects of a low dose supplement of lipidated curcumin in healthy middle aged people. Nutr J. 2012 Sep 26;11:79. doi: 10.1186/1475-2891-11-79
-  Ghosh S, Banerjee S, Sil PC. The beneficial role of curcumin on inflammation, diabetes and neurodegenerative disease: A recent update. Food Chem Toxicol. 2015 Sep;83:111-24.
- Gota VS, Maru GB, Soni TG, Gandhi TR, Kochar N, Agarwal MG: Safety and pharmacokinetics of a solid lipid curcumin particle formulation in osteosarcoma patients and healthy volunteers. Journal of agricultural and food chemistry 2010, 58:2095-2099.
- Jäger R, Lowery RP, Calvanese AV, Joy JM, Purpura M, Wilson JM. Comparative absorption of curcumin formulations. Nutr J. 2014 Jan 24;13:11. doi: 10.1186/1475-2891-13- 11.
- Ma QL, Zuo X, Yang F, Ubeda OJ, Gant DJ, Alaverdyan M, Teng E, Hu S, Chen PP, Maiti P, Teter B, Cole GM, Frautschy SA. Curcumin suppresses soluble tau dimers and corrects molecular chaperone, synaptic, and behavioural deficits in aged human tau transgenic mice. J Biol Chem. 2013 Feb 8;288(6):4056-65.
- Marczylo TH, Verschoyle RD, Cooke DN, Morazzoni P, Steward WP, Gescher AJ. Comparison of systemic availability of curcumin with that of curcumin formulated with phosphatidylcholine. Cancer Chemother Pharmacol. 2007 Jul;60(2):171-7.
- Nahar PP, Slitt AL, Seeram NP. Anti-Inflammatory Effects of Novel Standardized Solid Lipid Curcumin Formulations. J Med Food. 2015 Jul;18(7):786-92
- Shah et al. Acute human pharmacokinetics of a lipid-dissolved turmeric extract. Planta Med 2012; 78 DOI: 10.1055/s-0032-1320664
- Sharma RA, McLelland HR, Hill KA, Ireson CR, Euden SA, Manson MM, Pirmohamed M, Marnett LJ, Gescher AJ, Steward WP. Pharmacodynamic and pharmacokinetic study of oral Curcuma extract in patients with colorectal cancer. Clin Cancer Res. 2001;7:1894–1900.
- Shoba G, Joy D, Joseph T, Majeed M, Rajendran R, Srinivas PS. Influence of piperine on the pharmacokinetics of curcumin in animals and human volunteers. Planta Med. 1998 May;64(4):353-6.


Na zdjęciu Kraina Królowej Śniegu :) - Hotel lodowy (Icehotel) w Jukkasjarvi (w szwedzkiej Laponii, 200 km na północ od koła podbiegunowego). Miałam okazję spędzić noc w jednym z tych pięknych lodowych pokoi.
Do posłuchania lapońska ludowa muzyka - tzw. joik w wykonaniu Jon'a Henrik'a Fjallgren'a.



środa, 22 marca 2017

Seria "Polecam" - dezodoranty

Kochani, jak do tej pory produkty polecałam wyłącznie na stronie Naturopatii-Sanatum na Facebooku , zaopatrzając je bardzo krótką notką. Tym razem jednak chcę napisać kilka słów więcej, więc czynię to tutaj, rozpoczynając tym samym serię "Polecam".
Polecane przeze mnie produkty sprawdziłam "na własnej skórze" i na stałe goszczą w moim domu.

Dlaczego tym razem piszę więcej niż kilka słów? Bo zajęło mi trochę czasu zanim znalazłam to czego potrzebowałam i najpierw zaliczyłam kilka porażek.

Bezpieczeństwo stosowania dezodorantów zawierających sole aluminium jest poddawane pod wątpliwość już przynajmniej od kilkunastu lat. Nie będę się tu rozpisywać, bo takie informacje znajdziecie dosłownie wszędzie. I nie są to niesprawdzone, czy wyssane z palca informacje. Narodowy Instytut Raka w USA (National Cancer Institute), przytacza wyniki badań naukowych, które pokazały, że dezodoranty zawierające sole aluminium aplikowane regularnie w okolice piersi i pozostawiane tam dłuższy czas wywołują podobny efekt jak estrogen. Wiadomo jest, że estrogen może stymulować rozwój guzów nowotworowych piersi i w związku z tym dezodoranty z solami aluminium uważane są za potencjalnie przyczyniające się do tej choroby.
Po takiej informacji pojawia się naturalna chęć wyeliminowania tego ryzyka. Ale pojawiają się też wątpliwości i problemy.

Jakie?

A więc tak - pracuję z ludźmi i wśród ludzi, jestem mamą, biegam tam i spowrotem dostarczając dziecko to tu, to tam, pracuję w laboratorium niejednokrotnie w pomieszczeniu z wysoką temperaturą, lubię narty biegowe, itd., itp., a do tego jestem kobietą :)
Co to wszystko ma do rzeczy?
To, że nie czuję się komfortowo wiedząc, że unosi się wokół mnie nieświeży zapach. Branie prysznica kilka razy dziennie jest abstrakcją... a dezodoranty z solami aluminium są bardzo skuteczne. No ale chcę być zdrowa, chcę zrobić wszystko co mogę, by być zdrowa. Patowa sytuacja?

Tym z Was, które miewają podobne rozterki przedstawiam mój "numer 1", który rozwiązał te moje "kobiece problemy" :) Jest moim zdaniem wyjątkowy. Nie blokuje wydzielania potu, oprócz tego, że oczywiście nie zawiera soli aluminium i parabenów ale daje poczucie komfortu i spokojnej głowy :)

Dezodorant szwajcarskiej firmy Weleda, o zapachy cytrynowym - zawiera wyłącznie naturalne olejki eteryczne, wodę  i alkohol.

Sprawdza się nawet w krytycznych sytuacjach! :)


Tak więc, czytajcie etykiety i trzymajcie się zdrowo. Świeżo też :) Pozdrawiam!


sobota, 24 września 2016

To chemoterapia zabija, a nie rak?

Kochani, dzisiejszy piszę mając w pamięci wszystkich tych, których spotkałam, a których już nie ma wśród nas bo przegrali walkę z rakiem i którzy stali się ofiarami skrajności napędzanej hasłem w tytule.

Wiele razy już zastanawiałam się skąd w nas taka łatwość popadania w skrajności, dlaczego znacznie łatwiej nam przyjmować jako słuszne skrajne poglądy niż te wyważone. Dlaczego tak energicznie walczymy w obronie tych skrajnych poglądów zamiast zobaczyć racje "po obu stronach". Nie wiem czy to nasza cecha narodowa? Czy to cecha wszystkich ludzi? W dodatku w kwestii "jednie-słusznych" skrajnych poglądów narzędzie, jakim jest internet dodatkowo "podkręca" to głoszenie "rewolucyjnych" i "odkrywczych" haseł, które są w ekspresowym tempie udostępniane przez miliony osób, tłumaczone na różne języki i rozchodzą się z prędkością błyskawicy po całym świecie. Rozchodzą się jako prawdy, odkrycia, milowe kroki w czyś tam a są efektami zwykłej mitomanii, manipulacji a niejednorodnie po prostu kłamstwami.

Skąd te ostre słowa? Jak zauważyliście nieczęsto je wypowiadam. Ale powyższy temat sięgnął już takiego rozpędu, ze sumienie mi nie pozwala nie wypowiedzieć się publicznie.


Nagłówki typu "to nie rak zabija, tylko chemioterapia" i ich skutki wśród czytających co pod nimi lub wysłuchującymi różnych prezentacji na ten temat namnażają się równie szybko jak komórki raka :( Niejednokrotnie pod wpływem tego typu teorii chorzy całkowicie rezygnują z leczenia, rezygnują z pomocy lekarza, a w najlepszym wypadku poddają się leczeniu z poczuciem ogromnego strachu i frustracji. A strach to największy wróg chorego. Strach to stres. Stres to ogromne obciążenie dla organizmu, zwłaszcza takiego, już obciążonego chorobą.


W ubiegłym miesiącu bardzo poważne czasopismo naukowe The Lancet Oncology opublikowało artykuł pt. "30-mortality after systemic anticancer treatment for breast and lung cancer in England: a population-based observational study" (tł. Umieralność w ciągu 30 dni po chemioterapii u pacjentów chorych na raka piersi i płuc w Anglii: obserwacyjne badania populacyjne). Artykuł w oryginale można znaleźć na stronie Lancetu pod tym linkiem: http://www.thelancet.com/journals/lanonc/article/PIIS1470-2045(16)30383-7/abstract
Jeśli nie macie dostępu do pełnego tekstu, służę pdfem.

Ten artykuł, podobnie jak wiele mu podobnych, zaczął się pojawiać w powstających, jak grzyby po deszcze wpisach, opiniach, artykułach, poradnikach  jako dowód na to, że chemioterapia zabija a nie rak. Nagłówki głoszą: Szokujące wyniki badań! Prawda ujawniona! Rewolucyjne doniesienia! Itd. itp. Chętnie zaglądamy do nich. Ja również, jak każdy chciałabym, żeby jednego dnia okazało się, że rak przestał być śmiertelną chorobą. Niestety na razie tak nie jest.


Artykuł przeczytałam w całości, od początku do końca i wierzcie mi lub sprawdźcie sami, badania w nim opisane nie pokazały, że rak nie zabija.

Chemioterapia jest rzeczywiście agresywną metodą leczenia. Rzeczywiście może przyczynić się do śmierci pacjenta. I nie ma w tym nic odkrywczego i świat medyczny nigdy nie twierdził, że jest inaczej. Artykuł mówi o tym, że umieralność w pierwszych 30 dniach po leczeniu może być traktowana jako wskaźnik agresywności/szkodliwości leczenia. W artykule mowa również o tym jakie czynniki dodatkowo wpływają na to, że jest to wiek, płeć, ogólny stan organizmu itp.
Celem przeprowadzenia badań było usprawnienie i polepszenie opieki nad pacjentem w ciągu tych pierwszych 30 dni oraz pokazanie jakie czynniki powinny być brane pod uwagę przy ordynowaniu chemioterapii. Przy czym autorzy wielokrotnie wspominają o tym, że takie leczenie jest wielkim obciążeniem dla organizmu ale podkreślają również, że ich badania w żaden sposób nie pokazują, że rezygnacja z tego leczenia przyczynia się do mniejszej umieralności na raka.


Zresztą jakie niby badania mogłyby to pokazać????
Jak musiałyby być zaprojektowane takie badania??? Dwie grupy badawcze, chorzy na raka. Kilkaset osób w każdej, a najlepiej kilka tysięcy. Ten sam rodzaj raka. Podobny wiek pacjentów. Podobny stopień zaawansowania raka i stan organizmu. Jednej grupie podano chemioterapię, drugiej placebo. Take badanie mogłyby coś pokazać w powyższym temacie. Takie badania mogłyby pokazać, że zaniechanie leczenia daje większą szansę przeżycia niż poddanie mu się. Prawda? Ale takie badania nigdy nie zostały przeprowadzone i nigdy nie zostaną przeprowadzone. Dlaczego? Bo oznaczają eksperymenty na ludziach, takie same, jak te na zwierzętach, które wielu z nas tak oburzają.


Reasumując, wspominany artykuł NIE jest raportem szokujących badań, które pokazały, że to chemioterapia zabija, a nie rak. Badania te NIE dowiodły, że zaniechanie leczenia zwiększa przeżywalność u chorych na raka. Te badanie NIE pokazały, że rak nie jest śmiertelną chorobą. Takie badania NIE istnieją. 
Co pokazały te badania? Że chemioterapia jest agresywnym leczeniem, które może spowodować śmierć pacjenta.
Co z tego wynika? Że działania dodatkowe znacząco zwiększają szansę chorych na wyleczenie. Że należy wzmacniać organizm. Należy odpowiednio odżywiać się. Należy uzupełniać niedobory i usuwać substancje toksyczne i prozapalne. Należy panować nad stresem, dbać o zdrowie psychiczne.
Można zrobić wiele, by zwiększyć swoje szanse na powodzenie leczenia. Nie zawsze w tej materii możemy liczyć na lekarza. Miejmy nadzieję, że tego typu badania będą sukcesywnie przyczyniać się do całościowego traktowania pacjenta.


Dziś sobota. Jakie macie plany? Ja idę w góry :) Bo wycieczki w góry wpływają na ekspresję genów. Wiedzieliście o tym? :) Wkrótce napisze więcej :)
Na zdjęciu cudny widok z góry Slåttdalsberget w Parku Narodowym Skuleskogen w Szwecji. Do posłuchania ostatnio ulubiony kawałek mojej córki. Sing, sing, sing - Benny Goodman. Klasyka, że tak to ujmę :) Zosia obejrzała ze mną "Boską Florence" i nie może teraz przestać tego słuchać. Jeśli nie idziecie dziś w góry to wybierzcie się na ten film :) Pod oryginałem Sin, sing, sing fragment z "Boskiej Florence", w którym Hugh Grant tańczy do tego kawałka :)




 
  

poniedziałek, 12 września 2016

Seria "Odpowiedzi" - Witamina B12, ale jaka?

Dzisiejszy post z serii "Odpowiedzi" inspirowany jest Waszymi pytaniami o suplementacje kwasem foliowym przy polimorfizmie (mutacji) genu MTHFR, kodującego enzym biorący udział w przetwarzaniu kwasu foliowego do aktywnego 5-metyltetrahydrofolianu. Zainspirowany, bo nie poświęcę go folianowi - ten temat jest obecnie już dość szeroko opisywany. Sama również już o nim pisałam tu: http://www.naturopatia-sanatum.pl/homocysteine.shtml
 
Powszechnie obecnie wiadomo, że u osób z mutacją genu MTHFR suplementacja kwasem foliowym nie tylko nie przynosi pożądanego efektu (normalizacja poziomu homocysteiny) ale również może być szkodliwa, ze względu na akumulowanie się nieprzetworzonego kwasu foliowego w krwi. Z tego powodu dobór odpowiedniego suplementu o osób z takim problemem jest niezwykle istotny.
 
 
Wiadomo też, że oprócz niedoboru folianu, przyczyną zbyt wysokiego poziomu homocysteiny może być niedobór witaminy B6 i B12. Niewiele jednak mówi się o tym, że forma witaminy B12 (kobalaminy) również ma znaczenie.
O ile w metabolizmie kwasu foliowego kluczowy jest jeden enzym, o tyle w metabolizmie witaminy kobalaminy bierze udział wiele enzymów. Defekt któregoś z nich jest potencjalną przyczyną upośledzenia metabolizmu kobalaminy. I z tego powodu, podobnie, jak w przypadku kwasu foliowego/folianu forma witaminy B12 jaką aplikujemy sobie w postaci suplementu jest niezwykle ważna. Mimo, że obecnie można bez problemu wykonać badanie stwierdzające mutację genu MTHFR, zawsze, również wtedy gdy wynik tego badania jest negatywny, a w szczególności jeśli go nie wykonaliśmy bezpieczniej jest suplementować się aktywnym folianem. W przypadku mutacji genów kodujących enzymy biorące udział w metabolizmie kobalaminy zdiagnozowanie takiego problemu jest o wiele trudniejsze. Dlatego tym bardziej w przypadku tej witaminy bezpieczniej jest zażywać suplementy zawierające aktywną formę witaminy B12 - metylkobalaminę.
 
 
W suplementach najczęściej znajdziemy inną formę tej witaminy - cyjanokobalaminę. Cyjanokobalamina nie występuje w naturze ani w roślinach, ani w organizmach zwierzęcych. Zawiera cząsteczkę cyjanku. Ilość cyjanku przyjmowana w suplementach z tą formą witaminy B12 jest stosunkowo niewielka, niegroźna dla organizmu, pod warunkiem, że zostanie z niego usunięta dzięki systemom detoksyfikacji między innymi z udziałem glutationu.

 
Witamina B12 bierze udział w syntezie hemoglobiny, DNA i hormonów, a także w metabolizmie tłuszczy i białek. Jej niedobór powoduje uczucie zmęczenia, utratę apetytu, zaparcia i anemię. Niskie, choć jeszcze w tzw. normie, poziomu witaminy B12 mogą skutkować zaburzeniami ze strony układu nerwowego takimi, jak drętwienie dłoni i stóp, problemy z równowagą, podenerwowanie, problemy z pamięcią, a jeśli są długotrwałe to również depresję i demencję.
 
 
Pamiętajcie jednak, że jeśli suplement to tylko z metylkobalaminą.
 
 
Na fotografii wspomnienie z wakacji - Camara do Lobos, jedno z uroczych miasteczek na przepięknej wyspie Maderze, ulubione miasteczko Winstona Churchilla
Do posłuchania Lilly Allen - Somewhere only we know.

 
 

wtorek, 15 marca 2016

Przyjemne chwile leczą.

Jesteś osobą wrażliwą na stres?
Ciągle się martwisz?
Często się przeziębiasz?
Chorujesz na chorobę przewlekłą?
Wzruszasz się oglądając filmy?
Masz gorszy czas?
Denerwujesz się stojąc w korku?
Jesteś szefem?
W dzieciństwie bałeś się ciemności?
I wiele innych...
 
"Przyjemne chwile leczą" to coś dla ciebie :)
 
Zapraszam do przeczytania wywiadu Joanny Koprowskiej, który ukazał się w lutowym numerze miesięcznika Eurogospodarka, a teraz jest już również dostępny na stronie internetowej Eurogospodarki pod poniższym adresem:
 
 
Aha, wywiad jest ze mną :)
 
 
Na fotografii jedna z moich ostatnich przyjemnych chwil :) - trasa na nartach biegowych.
Do posłuchania też coś przyjemnego - Kings Of Convenience i "Cayman Islands".
 
 
 
 
 

sobota, 20 lutego 2016

Immunologia żywieniowa

W ubiegłym miesiącu miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie Profesora Philip'a Calder'a. Profesor Calder zajmuje się immunologią żywieniową (ang. nutritional immunology) na Wydziale Medycyny Uniwersytetu w Southampton (Wielka Brytania). Napisał ponad 500 publikacji naukowych i znajduje się na liście Reuters'a naukowców z najwyższym indeksem cytowań. Za swoją działalność naukową otrzymał wiele nagród, zajmuje się również działalnością doradczą i edukacyjną. Przedmiotem jego zainteresowań jest to, jak odżywianie wpływa na naszą odporność i jakie strategie żywieniowe poprawiają naszą odporność. Znacząca część jego pracy w tym zakresie dotyczy metabolizmu i wykorzystania kwasów tłuszczowych, w szczególności kwasów omega-3. Profesor Calder od 28 lat zajmuje się kwasami omega-3 w zwalczaniu stanów zapalnych i nie ukrywam, że jest moim idolem :)
 
Wykład miał charakter naukowy i pojawiło się w nim wiele szczegółów dotyczących biochemii i fizjologii, którymi nie będę Was zanudzać :) Dla zainteresowanych tymi szczegółami poniżej załączam link do wykładu, który można w całości wysłuchać (1,5 h, w języku angielskim). Postaram się jednak krótko zrelacjonować te aspekty, które są dla nas ważne z terapeutycznego punktu widzenia.
 
 
1.
Długołańcuchowe kwasy omega-3: EPA (kwas eikozapentaenowy), DHA (kwas dokozaheksaenowy) oraz forma pośrednia pomiędzy EPA i DHA - kwas dokozapentaenowy (DPA) są w naszym organizmie syntetyzowane w bardzo ograniczonych ilościach (z krótkołańcuchowych kwasów omega-3 obecnych w roślinach), niewystarczających dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dlatego muszę być dostarczane w diecie.
 
2.
Poniższy wykres pokazuje jak skuteczna jest suplementacja lub spożywanie w ciągu dnia posiłku z tłustej ryby w dostarczaniu nam codziennej optymalnej dawki 4 gram kwasów omega-3 (EPA i DHA). Widać, że spożywanie tłustych ryb jest bardziej efektywne niż większość suplementów.
Pamiętajmy jednak, że ryby muszą pochodzić z dobrego źródła i być dzikimi rybami. W codziennym odżywaniu trudno zapewnić sobie regularną (codzienną) dostawę takiego składnika. Stajemy więc przed problemem wyboru odpowiedniego suplementu. Czym w takim razie różni się farmaceutyczny olej rybi od standardowych suplementów z tranem lub nawet skoncentrowanego oleju rybiego? To olej, który zawiera nie tylko skoncentrowane ale również ściśle określone ilości kwasów tłuszczowych. Ponadto, olej aby mógł być nazywany farmaceutycznym musi być oczyszczony z wszystkich toksyn i zabezpieczony przed utlenianiem.
Rekomendowana obecnie w Europie dzienna dawka 450 mg kwasów omega-3 na dzień jest niewystarczająca, by suplementacja przyniosła korzyści zdrowotne.
 
 
 
3.
Zawartość kwasów omega-6 w naszych komórkach jest znacząco wyższa niż kwasów omega-3 i ma to bezpośredni wpływ na powstawanie i utrzymywanie się stanów zapalnych w organizmie. W szczególności dotyczy to jednego z kwasów omega-6 - kwasu arachidonowego (AA). Regularne dostarczanie sobie odpowiednio dużych ilości kwasów omega-3 (ryby i/lub suplementy) zapewniamy są odpowiedni poziom EPA i DHA, które zastępują w komórkach prozapalny AA. Dzięki temu kwasy omega-3 chronią nas przed stanami zapalnymi, które są przyczyną wielu chorób.
 
4.
Oprócz ochrony przed powstawaniem stanów zapalnych kwasy omega-3 również wyciszają istniejące stany zapalne. Równoczesne istnienie obu tych mechanizmów stawia kwasy omega-3 wysoko ponad niesteroidowymi lekami przeciwzapalnymi, które nie tylko niosą z sobą ryzyko groźnych skutków ubocznych, ale również działają jednostronnie - wyciszają stany zapalne ale w żaden sposób nie chronią przed nimi. Ponadto, kwasy omega-3 odgrywają rolę w procesach naprawczych uszkodzeń powstałych w wyniku stanów zapalnych.
 
5.
Kwasy omega-3 nie tylko zapobiegają miażdżycy ale również stabilizują istniejące blaszki miażdżycowe. Dzięki temu zmniejszają ryzyko powikłań miażdżycowych takich, jak zawał czy udar. Z tego powodu również obecnie kwasy omega-3 stosuje się przed zabiegami takimi, jak koronarografia czy bypassy w celu zapobieżenia powikłaniom.
 
6.
Co powinniśmy suplementować? EPA czy DHA? EPA i DHA? Tak samo?
Bez wątpienia potrzebujemy zarówno EPA, jak i DHA ale istnieją indywidualne różnice w zapotrzebowaniu a oba te kwasy tłuszczowe. Ponadto, po zaprzestaniu suplementacji poziom EPA w organizmie spada znacząco szybciej i do niższych poziomów niż poziom DHA. Dlatego warto zasięgnąć rady jak prawidłowo prowadzić suplementację dostosowaną do indywidualnych potrzeb organizmu. Np. osoby borykające się ze stanami zapalnymi powinny najpierw uzupełnić EPA. Przy suplementacji oprócz dawki ogromne znaczenie ma również czystość suplementu i ewentualna zawartość w nim innych kwasów tłuszczowych.
 
 
 
 
 
 

wtorek, 2 lutego 2016

Lista najlepszych i najgorszych warzyw

Ale fajne! Tak pomyślałam natknąwszy się na artykuł dr Mercoli sprzed kilku lat. Podręczna lista, która może służyć jako bardzo przydatny przewodnik po warzywniaku :) Tak fajne, że postanowiłam skrobnąć Wam o tym pokrótce :)
 
Dlaczego warto uwzględnić te informacje? Bo nie zawsze i nie wszyscy mamy dostęp do warzyw z własnego ogródka lub kupionych u sąsiada rolnika albo w sprawdzonym sklepie z żywnością ekologiczną, tą prawdziwą.
Jeśli nie mamy takiej możliwości to w naszych warzywach możemy znaleźć to, co niekoniecznie życzylibyśmy sobie zjadać w "zdrowym" posiłku: pestycydy, sztuczne nawozy, ścieki, modyfikacje genetyczne, skutki promieniowania. Żywność taka może być neurotoksyczna i rakotwórcza, może rozregulowywać nasz układ hormonalny i układ odpornościowy, być przyczyną bezpłodności, poronień albo choroby Parkinson'a. Nie za fajnie, prawda?
 
Ale można coś z tym zrobić :)
 
Nie wszystkie warzywa absorbują i kumulują toksyny w równym stopniu. W związku z tym nie wszystkich tak samo powinniśmy się obawiać w wersji "nieekologicznej". Poniżej przydatna tabelka.





Przy okazji również ściągawka z listą warzyw: najlepszych pod względem zawartości substancji odżywczych i najgorszych jeśli chodzi o zawartość węglowodanów.





Przyjemnych zakupów w warzywniaku :)